|
Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska zdecydowanie sprzeciwia się niedorzecznym pomysłom zmiany nazwy Portu Lotniczego im. Ignacego Jana Paderewskiego w Bydgoszczy, która miałaby polegać na dodaniu członu „Toruń”. Pomysł ten uważamy za szkodliwy, służący eskalacji napięć i niezadowolenia wśród mieszkańców regionu oraz jawną próbę kolejnego przejęcia strategicznej bydgoskiej instytucji. Nasze lotnisko, które powstało dzięki wysiłkowi pokoleń bydgoszczan, geograficznie zlokalizowane jest w Bydgoszczy i jest ono atutem nie tylko naszego regionu, ale także naszego miasta. Obecnie Port Lotniczy w Bydgoszczy jest jedynie zarządzany przez samorząd województwa (Urząd Marszałkowski w Toruniu), którego aktywność w jego rozwój od chwili przejęcia udziałów większościowych nie jest niczym imponującym. Wręcz przeciwnie, odnosimy wrażanie, że próbowano skutecznie marginalizować znaczenie lotniska. Próba dopisania do nazwy własnej portu, znajdującego się w Bydgoszczy, słowa „Toruń” jest jawnym nadużyciem. Uważamy, że to próba manipulacji mającej na celu dalsze niszczenie tożsamości naszego miasta i jego marginalizację. Argumenty, które miałyby jakoby przemawiać za nazwą portu w „Bydgoszczy i Toruniu” są absurdalne i całkowicie niemerytoryczne. Nikt nie wysuwa pomysłów zmiany nazwy Portu Lotniczego im. L. Wałęsy w Gdańsku na „Gdańsk – Sopot – Gdynia”, mimo, że w przypadku Trójmiasta, pomysł taki można by uznać za bardziej uzasadniony. Również na Śląsku nikt nie próbuje zmieniać nazwy regionalnego Portu Lotniczego Katowice – Pyrzowice na „Katowice – Sosnowiec – Gliwice – Bytom”. Są to porty regionalne, położone na obszarach metropolitalnych. Należy wspomnieć – co podkreślił w swojej wypowiedzi prezes portu – że brak w nazwie słowa „Toruń” rzekomo skutkuje tym, że mieszkańcy Torunia mniej korzystają z lotniska w Bydgoszczy. Może więc od razu zmieńmy nazwy wszystkiego co bydgoskie i dopiszmy słowo „Toruń”, tak samo w nazwie naszego miasta. Wtedy z pewnością zaspokoimy apetyty wąskiej grupy torunian, którzy ochoczo zaczną częściej jeździć do Bydgoszczy, robić w niej zakupy, oglądać spektakle operowe, słuchać koncertów w filharmonii, oglądać program telewizji regionalnej. Myli się Prezes Moraczewski (powołany przez marszałka Całbeckiego), uważając, że wpisanie nazwy Toruń wpłynie w cudowny sposób, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, na rozpoznawalność lotniska i większą ilość pasażerów. Lotnisko - mimo bardzo słabej aktywności głównego udziałowca - zyskuje na rozpoznawalności, a liczba pasażerów rośnie. Natomiast zastrzeżenia w kwestii rozpoznawalności można mieć do władz lotniska, które wyraźnie nie radzą sobie z jego promocją. Również podkreślić należy skandalicznie małe dofinansowanie bydgoskiego Portu w porównaniu do innych regionów gdzie mamy do czynienia z kwotami dotacji rzędu nawet 500 mln zł. Czyżby dlatego, że nasze lotnisko jest w Bydgoszczy i nie ma w swojej nazwie słowa „Toruń”? I wreszcie dlaczego posiedzenia władz Portu Lotniczego w Bydgoszczy (Rady Nadzorczej) zaczęły odbywać się w Toruniu? Wszystkie te fakty powinny skłonić nas mieszkańców do głębokiej refleksji nad prawdziwymi, czy dobrymi intencjami obecnego zarządcy Portu Lotniczego w Bydgoszczy – Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu? |